zabardzość. nadczucie. mapy czarnych dziur.
środa, 30 kwietnia 2008
emocje motywacje frustracje
K: "...bo ty się boisz, że będzie dobrze." Ja: "boję się, że będzie... nijak"

A teraz jeszcze kilka dni (tygodni?) i pierwsza euforia minie. Entuzjazm umrze śmiercią naturalną.I wtedy co? Wróci bezczucie przecinane krótkimi chwilami popłochu? Mam teraz te swoje eMOCje. Kopnęło mnie nieco do przodu- fakt. Odebrałam lekcję- fakt. Dobrze jest czasem coś intensywniej poczuć- fakt. Ale za tą widoczną przeciętnemu śmiertelnikowi powłoczką nucenia pod nosem i uśmiechania się do własnych myśli i wyobrażeń kryje się potrojone sfrustrowanie. Ot co.

Taaak, teraz powinnam usłyszeć, że sama sobie szukam problemów, że nie potrafię się cieszyć tym, co mam i biegnącą chwilą, że wymyślam, ze niewiadomoco.Znam to na pamięć. Zawsze jest we mnie ten niepokój. O jutro. O za tydzień. Względnie o za miesiąc. Dalej zwykle myślami nie wybiegam. Przyzwyczaiłam się, że przyjemne uczucia szybko się kończą, albo przestają być przyjemne...

Nie wiem, już jestem desperatką? Jestem żenująca? Żałosna? Czasem tak się właśnie czuję. Takimi kategoriami o sobie myślę. Biedna nieporadna samotna sierotka. Straszne słowo, co? Brrrr... <uśmiecha_się_ironicznie> Może coś jest ze mną nietak, skoro przechodzi mi ono przez gardło. I wychodzi spod palców. Skoro nie gram malowniczego singla. Nie udaję SAMOwystarczalnej, SAMOdzielnej i SAMOcośtamjeszcze. Bo przyznaję się, że mam potrzeby, zresztą naturalne dla każdego człowieka, których deprywacja do najprzyjemniejszych nie należy. Bo jestem ich w pełni (?) świadoma. Bo uczę się określać je słowami. Może to nie żenada, tylko odwaga... przyznania się do swoich słabości, tęsknot i pragnień. Może...

Może skoczę po czekoladę, to mi się poziom endorfiny ustabilizuje... bo rozhuśtał się bezlitośnie. Znam też inne źródła endogennej morfiny... ale tylko w zasięgu myśli. Nie w zasięgu ręki.
wtorek, 29 kwietnia 2008
słabo u mnie z siłą..?

Jedno z moich ulubionych autopytań: jestem silna czy słaba? Czym jest słabość, a czym siła? Po czym to poznać? Jakie są symptomy? Od bliskich osób, które znają moje życiowe ścieżki i większość jagnowych rozterek, zdarzyło mi się słyszeć/czytać, żem silna. Kiedy leżę wbijając tępo wzrok w sufit, kiedy wyję w poduszkę kolejny wieczór z rzędu, kiedy dopada mnie Niechciej Pospolity, kiedy z kwaśno-gorzkim wyrazem twarzy wywlekam się z łóżka kilka godzin później niż planowałam, kiedy znów nie zrobiłam nawet połowy tego, co zrobić powinnam, myślę sobie, że jednak siły to we mnie niewiele. I tłumaczę się przed sobą, że nie mam skąd jej czerpać. Że nie ma kto jej ze mnie wydobyć. Że źródła brak. Że nie ma po co i dla kogo się starać. Z akcentem na to drugie.

Jeśli siła oznacza tłumienie łez, uśmiech numer pięć, twarde parcie do przodu, zdobywanie szczytów (choćby szczytów głupoty) i amerykański optymizm, to nie- nie jestem silna.

Jeśli słabość oznacza brak nadziei, myśli samobójcze, odcinanie się od świata, permanentną izolację i uciekanie w znieczulacze, to nie- nie jestem słaba.

Wychodzi na to, że jak na mnie przystało, w tym aspekcie też jestem niedookreślona. Widocznie taki już jagnowy- wątpliwy- urok

coby na chceniu się nie kończyło
Po raz kolejny do mnie dotarło, że dużo chcę, a mało robię. Dużo marzę, a mało stawiam sobie celów. Dużo od siebie wymagam i za często siebie zawodzę. Dostałam kopniaka, którego źródło nota bene nie ma pojęcia, że nim jest i którego bardzo potrzebowałam. No więc skoro od dawna chciałam mieć własnego bloga, a nie tylko czytywać cudze, to go sobie zakładam. A co mi tam... Przecież nie mogę całe życie ograniczać się do chcenia. Może jednak stać mnie na coś więcej. Może nawet na dużo więcej. Może pora wreszcie samą siebie do tego przekonać, choć przez pół życia uzmysławiano mi, że jest inaczej. I nadal czasem się mnie kopie po tyłku, który sama nadstawiam. I żeby było równo, jeszcze osobiście sobie dokopuję.
Dość. Oficjalnie mówię: dość. Trzeba sobie zafundować kolejną próbę sił. Kolejny sprawdzian. Coś sobie udowodnić...
Marzę, by przyszedł moment, kiedy już nic nikomu nie będę musiała udowadniać... bo sam fakt, że jestem, będzie miał ogromne znaczenie... Cóż, pomarzyć zawsze można...