zabardzość. nadczucie. mapy czarnych dziur.
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Kategorie: Wszystkie | było minęło | obrazowo | się dzieje się | smsem | w cudzym słowie
RSS
poniedziałek, 24 lipca 2017
wysokie oczekiwania

Chciałabym, żeby prezenty urodzinowe mówiły mi coś więcej niż powinnaś zmienić szczoteczkę na elektryczną.

sobota, 10 czerwca 2017
rzeczy

Survival mode on.

Dni są listami rzeczy do przetrwania. Trzeba je skreślać w głowie, odliczać, przeliczać, odhaczać. Większość z nich nie ma tak naprawdę żadnego znaczenia. Ja też nie mam tak naprawdę żadnego znaczenia. Prawie wszystko męczy, prawie zawsze się męczę.

 

Coraz głębiej chowam myśli przed dobrymi radami, dobrymi chęciami, całym tym piekielnym brukiem. Wszystkim co powinno pomagać, a nie. Przed milczeniem w odpowiedzi.

 

Są rzeczy naprawdę dobre. Jak jednorożcowe wycieczki po Wawie, łódzkie murale, malowanie paznokci w pociągu, pierwsze szuszi, setne lody, światłocienie, warszawskie studnie, ciepłe bąbelwafle, pączek z gąsienicy i zmywalne tatuaże. Jak spokojna obecność M. A potem ktoś mi mówi "nagle wracasz jakaś zupełnie rozjebana" i robię się bardziej rozjebana niż byłam. Jak się o tym mówi? O tym, że w chuj boleśnie się wraca, kiedy się nie ma dokąd wracać. Że obecność jest towarem deficytowym. Że wszystko boli, kiedy się nie jest akurat patrzeniem i słuchaniem. O dziurach w głowie. Komu się o tym mówi? Po co?

 

Najgorzej jest próbować siebie opowiedzieć, najgorzej że się nie da.

Najgorzej jest nie pasować nigdzie, nie rozumieć niczego, nie widzieć nic.

Najlepiej jest leżeć na kocu, na słońcu, z palcami we włosach, patrzeć na wodę.

Najlepiej jest mieć ręce, które leczą.

Najlepiej by było, gdyby ktoś był.

 

Konstrukcja mnie i konstrukcja wszechświata nie są ze sobą kompatybilne.

wtorek, 09 maja 2017
przestrzenie

Siedzę na skraju łóżka. Leży za moimi plecami, z ręką przełożoną przez moje uda. - Możesz mnie pogłaskać - pozwala, chociaż nie pytałam. Włosy ma ścięte trochę zbyt krótko. Opiera mnie o siebie. - To były najlepsze urodziny w życiu - mówi.

X. siada na pufie, przynosi ohydne nalewki i paskudne poczucie humoru podobne do mojego i całą tą swoją dziwną uroczość. - Jak się czujesz z tym, że założyłem Agnieszce nową pościel, a ty się właśnie w niej wytarzałeś? - Agnieszce to nie robi.

Najlepsze urodziny w życiu to było robienie obiadu w amoku na trzy pary rąk, zmywanie naczyń, polewanie wina, poganianie sałatki ciastem, teatr, polewanie reszty wina, dwie godziny prowadzenia samochodu i kolacja na parkingu pod Mcdonaldem. I rozmowy o who wie czym. Albo ja wiem, tylko nie chcę sobie przypominać. Doesn't matter.

 

Za oknem są wtedy światła miasta i stocznia w oddali i zatoka na niewidocznym horyzoncie, a we mnie jest cisza i kilka lampek wina i to dziwne tajemnicze uczucie, z którym się zagląda komuś w świat, to że cię ktoś gdzieś wpuszcza, w jakieś intymne przestrzenie. I to bycie zaopiekowaną, bycie w cieple. To chcę pamiętać.

 

Że bywa Dobrze. Że zdarza się Lepiej.

poniedziałek, 24 kwietnia 2017
hermetic

Otwiera szeroko okno balkonowe. Opiera się o framugę. - Przykryj się - mówi. Jest przyjemny chłód. Przez przymrużone oczy patrzę na niego, jak patrzy na to zapyziałe miasto. Jest w tym jakaś obcość, a ja mam w środku kamienie i myślę, że przecież nie można mi pomóc.

 

Rozpoznaję w sobie Miłość. Teraz to już musi być to. Bo ja już chyba niczego z tego nie mam. Bo to się zupełnie nie opłaca.

 

- Masz do mnie o to żal - bardziej stwierdza niż pyta.

- Żal... Będę zawsze o tym pamiętać.

Po setce wódki nawet własna bezbronność robi się czymś odległym. Po setce wódki nie boli, jak wyrywasz sobie wnętrzności. Możesz komuś powiedzieć, jak bardzo go nie było, jak go nie ma. Możesz zupełnie spokojnie przedyskutować własną niewidzialność.

 

Jestem od słuchania o K., od trafnych pytań (chyba powinienem sobie zapisywać), od mądrych spostrzeżeń, od żartów o trzaskaniu drzwiami i jogurcie. Jestem stałym punktem rzeczywistości. Jestem byciem.

Jestem tam tylko dlatego, że K. wyjątkowo tam nie ma. Jestem kawa inka. Jestem erzac. Jestem zawsze second choice. (We are substitute people, remember?)

Są dwie prawdy i nie wiem, która jest prawdziwsza.

 

Kiedy przytulił się tak mocno oniewiemktórej, wybudzając mnie ciepłem swojego ciała, nie ruszyłam się na centymetr. Albo może mi się to przyśniło. Może w ogóle powinno się milczeć o takich rzeczach. Może powinnam milczeć o wszystkim.

 

Może wystarczyłoby:

Hermetic jokes, okruchy ciepła i surówka z rzepy. I taki level naturalności, o którym się już zapomina, że nie jest zwyczajny.

czwartek, 23 marca 2017
nie wierzę

Nie wiem, czy to bardziej wolność, czy cynizm. Już nie wierzę w wiele rzeczy. W zrozumienie, wpatrzenie, torty, imprezy-niespodzianki, odwiedziny-niespodzianki, w jakiekolwiek dobre niespodzianki, w słuchanie muzyki w milczeniu, w zgrane paczki, w spacery po parku, we wspólne wakacje, w wycieczki rowerowe, w bycie tęsknioną, w związki, w zakochania, w fascynacje, w delikatność dotyku; w to że to są rzeczy dla mnie.

 

I jeśli ktoś myśli, że przechodzi się terapię i wszystko zostawia się za sobą, to się myli. Trzeba potem za wszystko zapłacić. Na przykład instruktorce fitnessu za lata zajadania emocji. Albo dentystce za lata ignorowania podstawowych zasad higieny. Albo komukolwiek za cokolwiek. Za myśli, słowa, uczynki i zaniedbania. Za wszystko dostaniesz rachunek. Bez szans na umorzenie, z dużymi odsetkami.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 110