zabardzość. nadczucie. mapy czarnych dziur.
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
środa, 20 lipca 2016
pomiędzy

Mówi, że to dobry wiek, że chciałby mieć tyle lat, że nie ma powodu się smucić, że jestem jak wino - coraz lepsza z wiekiem, wybuchamy śmiechem. Mówi, że to jeden z jego ulubionych widoków - kiedy siedzi na blacie kuchennym i patrzy, jak gotuję, że to nawet trochę kręcące, wybuchamy śmiechem. Mówi, że ten power bank to po to, żebym zawsze była z nim w kontakcie; czyli - mówię - kupiłeś go w sumie dla siebie, wybuchamy śmiechem.

 

Przywozi tartę z jagodami zebranymi rano, wytrzęsioną w samochodzie, płynącą na wszystkie strony, rozwalającą mnie na kawałki.

Odbieram telefony, odczytuję wiadomości; uśmiecham się do dobrych myśli, do dobrych życzeń mówiących wiem, czego ci potrzeba i do prezentów mówiących znam cię; próbuję być jak waleczna sałata. Leżymy godzinami i rozmawiamy o niewiemczym; albo nie chcę wiedzieć; najważniejsza jest czułość.

Nalewa cydr do kieliszków, przeżywa foodgasm nad tortillą, przykrywa mi stopy kocem, robi bałagan na głowie, pachnie sobą. Gdzieś pomiędzy jednym zgrzytem a drugim, między trzecim rozczarowaniem a czwartym, między piątym a szóstym wybuchem mojego płaczu jest ciepłem i radością. Jest tym, czego mi brakuje. Jest tym, co wpada w moją czarną dziurę w środku.

Jeszcze trzy minuty. Chodź się przytul.

 

A potem już można po cichu płakać.

środa, 06 lipca 2016
krajzys

Wszystko jest znowu szarpaniną od jakiegoś czasu. Trzeba się zmagać z bezsensownością rzeczy codziennych, z pytaniami a po co właściwie? i what's the point?. Wszystko wymaga wysiłku. Każdy wysiłek jest po nic. A może kupię jeszcze truskawek i czereśni na dżem, co go nie będę jeść prawie, tylko więcej rozdam, może pójdę pobiegać, żeby potem jeść kiełbasę o dwudziestej trzeciej i nie zrobić streczingu, może się zapiszę na kurs prawa jazdy, dorośli ludzie miewają prawo jazdy, może coś zrobię, muszę coś zrobić przecież, nie można tak nic nie robić, normalni ludzie robią jakieś rzeczy, jakoś żyją, coś im się chce, coś mają, kimś są, weź coś zrób, kurwa. Ale po co właściwie. Nic przecież i tak nie sprawia satysfakcji.

 

Brakuje mi Ciebie. I martwię się też.

Mi też brakuje. Ale nie wiem, czy się martwię.

Jestem po prostu bez przerwy zmęczona.

Siedzę po pięciu godzinach półsnu na nocnej zmianie i wiem, że nie ma sensu się kłaść. To zmęczenie i tak nie mija. To może coś zrobię. Dżem z truskawek i czereśni na przykład. Z migdałami. Chce ktoś trochę?

 

Nad dżemem się nie myśli o stanach przedzawałowych, dzieciach, ciążach, doktoratach, wakacjach we dwoje, kredytach i wykończeniach wnętrz. Ważny jest tylko smak i konsystencja. Tylko to. O to potrafię zadbać. To się mieści na skali moich możliwości.

czwartek, 23 czerwca 2016
where is my mind

Ale dawno cioci nie widziałem  - mówi D. na nowych psychotropach.

Wybieramy z A. książkę. Opiera mi głowę o ramię, kiedy zaczynam czytać. Zasypia po pięciu stronach. Czytam jeszcze trzy.

Gaszę chłopakom światło. Mówię dobranoc Gwiazdom. Ogarniam kuchnię, wyrzucam śmieci, włączam film. Wszystko jest takie naturalne - zaganianie do mycia, odciąganie od komputera, sprawdzanie porządku, podejmowanie decyzji, odklejanie sałaty od ściany lodówki, szukanie numeru na komisariat.

Nie wiem, co tam robię.

 

Piasek rano jest przyjemnie ciepły, a woda jest przyjemnie chłodna, a lodziarnię otwierają o dziesiątej. To wiem.

 

...

 

Z okna balkonowego widać pół miasta.

Pokazuje, gdzie będzie kuchenna wyspa, który pokój będzie sypialnią, które widoczne z niego okna należą do mieszkania M.

Myśli o kolorze paneli, długości blatu, oświetleniu łazienkowym, listwach przypodłogowych, czy kupić pralkę z suszarką.

Wiesz, czego nie mogę się doczekać? Aż pojedziemy do Ikei.

 

Zostawia mi na barku ślad po zębach.

Popłakałam się z bólu. Tak twierdzę.

 

Gdzieś w tym połączeniu, które odebrał, w myciu sałaty, w leżeniu ciało przy ciele, gdzieś w tym jest spokój, którego nie potrafię uchwycić, jest coś, co pachnie jak Dom.

 

...

 

- podaj mi trzy powody.

- po pierwsze: bo cię potrzebuję.

poniedziałek, 20 czerwca 2016
muszę trochę być

Ach... - pisze mi mój-śliczny-koordynator - no i oczywiście się cieszę, że pracujemy znowu razem. - A ja się uśmiecham pogłaskana i kilka razy mówię do siebie głośno treść swojej odpowiedzi, zanim ją wyślę. Potem myślę, że tak naprawdę to nie mam w tej chwili do kogo zadzwonić i że to może nie ma żadnego znaczenia, i że wiem, z ilu miejsc padnie nie wiem, ile jeszcze razy będziesz to sobie robić, a ja tymczasem jeszcze raz to sobie zrobię, jeszcze raz na jeszcze chwilę wrócę, skąd uciekłam i będę na tę jeszcze chwilę ciocią Agnieszką, z którą się piecze ciasta, ogląda thrillery, gra w statki i która czyta długo książki na dobranoc i robi dobry gulasz i mówi do Dresa Słoneczko i będę jeszcze raz jeszcze na chwilę trochę dorosła, będę trochę kimś. Bo muszę być trochę kimś.

Muszę się przez moment nie wstydzić.

 

Przecież i tak nigdy nie jest dobrze, nie? Przecież zawsze muszę wybierać jakieś mniejsze zło. I tak zawsze boli. Po prostu w różnych miejscach.

Muszę być przez moment zmęczona czymś innym.

Za cenę tę co zawsze.

 

(I niech mnie ktoś powstrzyma.)

sobota, 18 czerwca 2016
pętla

Czasem ludzie czują, że mogą powiedzieć mi wszystko. Nie czują, że może nie wszystko powinni. Albo może że nie tu, nie tak, nie teraz. Albo że może potrzeba wyjaśnień, że w ogóle mogę czegoś potrzebować, że mogę się potem jakoś poczuć, że mam prawo coś pomyśleć, że nie przemilczę jak kiedyś, nie przełknę, jak zwykłam.

 

Jest bardzo mało smutku na pewnym etapie. Robi się pętla wstydu i poczucia winy i nie wiesz, jak się z niej wydostać i chcesz, żeby ktoś to przerwał na chwilę, ale wiesz, że nie przerwie i jest ci od tego jeszcze gorzej.

 

Wyuczona bezradność jest dosyć ciężkim bagażem.

Na pewnym etapie chcę tylko, żeby Ktoś mnie uratował i nie, nie mam tu na myśli człowieka.

 

To wszystko, co mam w sobie, te całe szerokie światy, te wszystkie głębokie szczeliny-przepaście, to będzie zawsze tylko moje. Ale chciałoby się jakichś uważnych oczu, które zajrzałyby w środek i nie odwróciły wzroku. Chciałoby się jakiegoś widzę cię i będę to z tobą nosić. Chciałoby się, żeby czasem chodziło o mnie. Żeby ktoś wierzył, jak ja nie, żeby ktoś chciał, jak nie chcę. Żeby ktoś mnie odetchnął.

22:26, ja-inka
Link Dodaj komentarz »