zabardzość. nadczucie. mapy czarnych dziur.
| < Lipiec 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
piątek, 22 lipca 2016
orbity

Nie wiem, czy to spokój, czy zgoda na bylejakość. Robię, co mam zrobić. Jestem, gdzie muszę być. Myśli przepływają przez głowę, przepuszczam, nie trzymam.

Jest we mnie jakaś łagodność, którą lubię; coś przez co się patrzy na ludzi z życzliwością, co budzi uważność, wzmaga cierpliwość, otwiera ramiona.

Nie wiem, kim jestem w tym wszystkim. Kiedy ostatnio poczułam zachwyt, wielką radość, ulgę, wzruszenie, cokolwiek dotykającego głęboko. Jest jakaś ekscytacja przed sierpniem, przed zobaczeniem starej ekipy, przyjaznych twarzy, ludzi którzy mnie tworzyli. Jest jakiś smutek. Zmęczenie nie do odpoczęcia. Małe rozczulenia.

 

Od ludzi dzielą mnie kosmiczne przestrzenie. Świetlne lata spojrzeń na świat, rozumienia słów, czucia spraw. Ludzie to obce planety. Nie znam kształtu ich orbit.

W bliskości jest obcość.

Tęskni się na wyciągnięcie rąk, na odległość myśli od języka.

18:36, ja-inka
Link Dodaj komentarz »
środa, 20 lipca 2016
o co chodzi

Mówi: chciałbym, żebyś się cieszyła moją radością. A ty się smucisz moim smutkiem? - pytam.

Nie wiadomo, co z meblami kuchennymi, jakie wybrać panele, czy tego paznokcia to zerwą oraz ile osób polubi zdjęcie ciasta na instagramie. Bardzo mało chodzi o mnie we wszystkim. To coś mówi chyba. Ale jeszcze nie wiem o kim.

 

Chodzę i myślę, że w celebrowaniu rocznicy urodzin to chodzi o innych ludzi. To żaden dla mnie powód do świętowania, że jestem o rok starsza, o rok bliżej śmierci, przez kolejny rok niczego nie zrobiłam ze swoim życiem. Chodzi o to, czy są ludzie, którzy się cieszą z twojego przyjścia na świat. Wtedy, tam, w ogóle. Czy to ma jakieś znaczenie. Albo dostatecznie duże.

 

Coraz lepiej rozumiem te teorie o zawieraniu przyjaźni z osobami podobnie widzącymi świat, nadającymi rzeczom tę samą wartość. Coraz lepiej znam ból świadomości, że mogę być jedynym chodzącym po ziemi człowiekiem, dla którego ważna jest moja świętość, że żadne z moich przyjaciół nigdy się o nią nie będzie modlić, że żadne z nich nie wierzy w moją duszę. A przecież ja jestem moją duszą.

 

Siedzę pod kocem, jem jagodową tartę i dławi mnie przekonanie, że nic, co robię, nie ma żadnego sensu. Że z nikim nie mam prawdziwego kontaktu. Że nic nie jest, jak powinno. Że nie wiem, co wyprawiam.

pomiędzy

Mówi, że to dobry wiek, że chciałby mieć tyle lat, że nie ma powodu się smucić, że jestem jak wino - coraz lepsza z wiekiem, wybuchamy śmiechem. Mówi, że to jeden z jego ulubionych widoków - kiedy siedzi na blacie kuchennym i patrzy, jak gotuję, że to nawet trochę kręcące, wybuchamy śmiechem. Mówi, że ten power bank to po to, żebym zawsze była z nim w kontakcie; czyli - mówię - kupiłeś go w sumie dla siebie, wybuchamy śmiechem.

 

Przywozi tartę z jagodami zebranymi rano, wytrzęsioną w samochodzie, płynącą na wszystkie strony, rozwalającą mnie na kawałki.

Odbieram telefony, odczytuję wiadomości; uśmiecham się do dobrych myśli, do dobrych życzeń mówiących wiem, czego ci potrzeba i do prezentów mówiących znam cię; próbuję być jak waleczna sałata. Leżymy godzinami i rozmawiamy o niewiemczym; albo nie chcę wiedzieć; najważniejsza jest czułość.

Nalewa cydr do kieliszków, przeżywa foodgasm nad tortillą, przykrywa mi stopy kocem, robi bałagan na głowie, pachnie sobą. Gdzieś pomiędzy jednym zgrzytem a drugim, między trzecim rozczarowaniem a czwartym, między piątym a szóstym wybuchem mojego płaczu jest ciepłem i radością. Jest tym, czego mi brakuje. Jest tym, co wpada w moją czarną dziurę w środku.

Jeszcze trzy minuty. Chodź się przytul.

 

A potem już można po cichu płakać.

środa, 06 lipca 2016
krajzys

Wszystko jest znowu szarpaniną od jakiegoś czasu. Trzeba się zmagać z bezsensownością rzeczy codziennych, z pytaniami a po co właściwie? i what's the point?. Wszystko wymaga wysiłku. Każdy wysiłek jest po nic. A może kupię jeszcze truskawek i czereśni na dżem, co go nie będę jeść prawie, tylko więcej rozdam, może pójdę pobiegać, żeby potem jeść kiełbasę o dwudziestej trzeciej i nie zrobić streczingu, może się zapiszę na kurs prawa jazdy, dorośli ludzie miewają prawo jazdy, może coś zrobię, muszę coś zrobić przecież, nie można tak nic nie robić, normalni ludzie robią jakieś rzeczy, jakoś żyją, coś im się chce, coś mają, kimś są, weź coś zrób, kurwa. Ale po co właściwie. Nic przecież i tak nie sprawia satysfakcji.

 

Brakuje mi Ciebie. I martwię się też.

Mi też brakuje. Ale nie wiem, czy się martwię.

Jestem po prostu bez przerwy zmęczona.

Siedzę po pięciu godzinach półsnu na nocnej zmianie i wiem, że nie ma sensu się kłaść. To zmęczenie i tak nie mija. To może coś zrobię. Dżem z truskawek i czereśni na przykład. Z migdałami. Chce ktoś trochę?

 

Nad dżemem się nie myśli o stanach przedzawałowych, dzieciach, ciążach, doktoratach, wakacjach we dwoje, kredytach i wykończeniach wnętrz. Ważny jest tylko smak i konsystencja. Tylko to. O to potrafię zadbać. To się mieści na skali moich możliwości.

czwartek, 23 czerwca 2016
where is my mind

Ale dawno cioci nie widziałem  - mówi D. na nowych psychotropach.

Wybieramy z A. książkę. Opiera mi głowę o ramię, kiedy zaczynam czytać. Zasypia po pięciu stronach. Czytam jeszcze trzy.

Gaszę chłopakom światło. Mówię dobranoc Gwiazdom. Ogarniam kuchnię, wyrzucam śmieci, włączam film. Wszystko jest takie naturalne - zaganianie do mycia, odciąganie od komputera, sprawdzanie porządku, podejmowanie decyzji, odklejanie sałaty od ściany lodówki, szukanie numeru na komisariat.

Nie wiem, co tam robię.

 

Piasek rano jest przyjemnie ciepły, a woda jest przyjemnie chłodna, a lodziarnię otwierają o dziesiątej. To wiem.

 

...

 

Z okna balkonowego widać pół miasta.

Pokazuje, gdzie będzie kuchenna wyspa, który pokój będzie sypialnią, które widoczne z niego okna należą do mieszkania M.

Myśli o kolorze paneli, długości blatu, oświetleniu łazienkowym, listwach przypodłogowych, czy kupić pralkę z suszarką.

Wiesz, czego nie mogę się doczekać? Aż pojedziemy do Ikei.

 

Zostawia mi na barku ślad po zębach.

Popłakałam się z bólu. Tak twierdzę.

 

Gdzieś w tym połączeniu, które odebrał, w myciu sałaty, w leżeniu ciało przy ciele, gdzieś w tym jest spokój, którego nie potrafię uchwycić, jest coś, co pachnie jak Dom.

 

...

 

- podaj mi trzy powody.

- po pierwsze: bo cię potrzebuję.