zabardzość. nadczucie. mapy czarnych dziur.
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
niedziela, 19 marca 2017
wszystko się zbiega

W piątkowy wieczór pierwszy raz od dawna słowa coś mi robią dobrego. (Słowa takie jak często; plus kilka emotikonek.) Dotykają w tym miejscu pod żebrami, gdzie się spotykają nerwy. Gdzie się wszystko zbiega. Siedzę kilka minut z tym uczuciem. Bo to jest tak, jakby się wracało do siebie. Jakby się spotkało kogoś dawno nie widzianego, kogo się zostawiło kilka lat temu i nie wiedziało, gdzie szukać. To jest tkliwość.

 

...

 

Nie mówię już o opuszczeniu, o tym, że nikt nie wie, nikt nie zna, że wszystko wraca i że strach, że wszystko sama i że nie ma dokąd, że nikt nie używa wyrazów, które znam najlepiej. Po co. Opowiadam o pracy i zakupach w Biedronce, o życiu udającym normalność, o miłych wieczorach, o dziwnych spektaklach, że umówiłam się do kosmetyczki, że ci nastolatkowie tacy awkward i że kiedy idziemy na piwo. Przecież nawet nie lubię piwa.

 

Chcę słuchać Sigur Rós i przytulać się do ludzi.

niedziela, 12 marca 2017
uroczości i gubienia

Siedzi na fotelu z podkurczonymi nogami. Siedzę na kanapie z podkurczonymi nogami.

Robi taką samą jak ja minę whatthefuck i taką samą szyderę. - Widzę, że się świetnie dogadujecie - dobiega znad zmywarki. - Ciekawe, kiedy to się obróci przeciwko mnie.

 

Jest jakiś spokój i Violetta Villas w tle. Stopy T. oparte o moje. Rozmowy o doniczkach, jednorożcach i przepisach pożarowych. I że każdy ma jakieś hobby.

Pierwszy alkohol w nowym mieszkaniu. Przepieprzona zapiekanka. Muminkowe podkładki. Czytanie teatralnego repertuaru. Zachwyt nad Carnage. Spór o La la land. Zaglądanie do kuchennych szafek.

 

...

 

Gubię myśli i wsuwki do włosów.

 

Gdzieś zawsze za plecami siedzi ten wielki czarny pies. Gdzieś zawsze przemyka jakieś nie pasujesz. Jakieś to nie dla ciebie. Jakieś nigdy nie będziesz tego mieć. Jakieś i po co ci to wszystko? Jakieś myśli o trampolinach, piątych kołach u wozu i że time is a choice, że nie bywasz priorytetem, maleńka.

 

Jestem widzem w tym wszystkim. Jestem z innego świata. Ale nie myślę o tym chodząc po panelach kupionych może za moje pieniądze, oglądając meble, którymi tak się cieszy, dyskutując o reflektorach, nabijając się z okapu na pilota.

Patrzę na ich uroczość, kiedy krzątają się przy kuchennym blacie i nie mogę powstrzymać uśmiechu.

 

...

 

Jest kimś, kto wnosi ciepło. Kimś, kogo chciałoby się przytulić.

Wyczuwa się jakąś kruchość pod spodem, coś co dobrze znam, jakąś życiową nieprzystawalność. Coś, co chciałoby się pogłaskać.

 

W taki sam sposób jak ja mówi kochanie.

sobota, 25 lutego 2017
co się robi, czego się nie mówi

Największą ekscytację wzbudza cudzy chłopak. Agnieszka - mówi teatralnym szeptem, a ja mam oczy jak pięć złotych i słyszę jak mi krew pulsuje w czaszce. - Dlaczego ja nic nie wiem, że ty tu jesteś? - A przecież kto miał mi powiedzieć.

Zostawia swój zapach w recepcji, moje rozszczebiotane koleżanki (co Kasia, chciałabyś mu zbadać funkcje motoryczne?) i teczkę na dokumenty (jakoś Ci zwrócę).

Skąd go znam? Mamy wspólnych znajomych.

 

...

 

Mam gdzieś w środku kompostownik, rzeczy we mnie gniją, ulegam procesom rozkładu. Nie wiem, jak to zatrzymać, co się robi ze swoim życiem, kiedy się dorośnie, a wciąż się jest mną.

Czasem chciałabym powiedzieć: Jesteś chodzącym rozczarowaniem albo Kochanie ciebie boli, ale nie mówi się ludziom takich rzeczy. Chciałabym czasem stać na mokrym asfalcie i krzyczeć albo śmiać się komuś w twarz, albo dać znać, jak trudno jest być kimś, kto patrzy, dotyka, rozumie, a potem odchodzi w swoje nic. Tego typu sprawy.

Chciałabym, żeby czasem to wszystko, co wkładam, miało jakieś znaczenie, dawało chociaż refleksy.

Czasem idę z jakimś małym człowiekiem przez hol, trzymam jego małą łapkę w swojej dłoni i jest po prostu dobrze.

Czasem jestem tylko byciem.

niedziela, 05 lutego 2017
rezerwa

Jestem moją pracą - mówię wczoraj. To nawet nie jest złe. Bo to nie jest zła praca. To jest to, co chciałam robić. To jest etap, na który czekałam. To jest moja szansa. To nie daje najmniejszego poczucia sensu. Wiedziałam zresztą, że nie będzie.

Każdy nowy dzień rodzi nowe paranoje. I jest łatwiej teraz pisać obowiązkowe artykuły w poradni i rozważania na parafialną stronę niż parę zdań o tym, co pod skórą. Rzucanie tego w czeluści sieci niczego nie daje. Albo już nie tyle co kiedyś. Bo nic nie ma większego sensu prócz rozedrganych prób bycia ciepłem i światłem. Prócz konwulsyjnych prób realnego kontaktu z kimkolwiek. Prócz bycia połamaną jak chleb.

 

Wszystko jest jakoś bardziej płaskie niż było. Emocje, relacje, uczucia. Po dawnej intensywności zostały mi stare maile w skrzynce odbiorczej, stare wiadomości zapisane na dysku, stare kartki świąteczne, notki sprzed sześciu lat. Czytam je czasem nie wiadomo po co.

Jestem chaosem i brakiem kontroli. Nie tylko na imprezie po kilku drinkach, oblewając się cudzym piwem. Jestem nimi gotując obiad przed przyjazdem T&K, jestem nimi gubiąc się w lesie, jestem nimi biegając do bólu z Comą w słuchawkach, jestem nimi kupując niepotrzebne rzeczy, jestem nimi oglądając siódmy odcinek serialu z rzędu. Jestem kłębkiem kompulsji i drżenia. Jadę na rezerwie. Boję się zatrzymać.

 

środa, 26 października 2016
któregoś wrześniowego poniedziałku

Mam syndrom sztokholmski, zmęczenie życiem i ból jajnika.

 

A on mnie ciągnie za rękę przez Jysk, uśmiecha się do mnie przez stół, jedząc burgera.

 

Mam rozszarpany mózg na strzępy i staram się tylko robić dobro, bo nie wiem, co innego.

 

A on ze mną biegnie przez pasy, jak ty ladnie wygladasz, mówi, taka jesteś do miziania, mówi, głaszcze mnie rękami, słowami, oczami, przejeżdża na żółtych światłach, ma rozdwojenie jaźni.

 

...

 

Zadzwonił pół godziny przed północą.

Z gratulacjami.