zabardzość. nadczucie. mapy czarnych dziur.
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
wtorek, 09 maja 2017
przestrzenie

Siedzę na skraju łóżka. Leży za moimi plecami, z ręką przełożoną przez moje uda. - Możesz mnie pogłaskać - pozwala, chociaż nie pytałam. Włosy ma ścięte trochę zbyt krótko. Opiera mnie o siebie. - To były najlepsze urodziny w życiu - mówi.

X. siada na pufie, przynosi ohydne nalewki i paskudne poczucie humoru podobne do mojego i całą tą swoją dziwną uroczość. - Jak się czujesz z tym, że założyłem Agnieszce nową pościel, a ty się właśnie w niej wytarzałeś? - Agnieszce to nie robi.

Najlepsze urodziny w życiu to było robienie obiadu w amoku na trzy pary rąk, zmywanie naczyń, polewanie wina, poganianie sałatki ciastem, teatr, polewanie reszty wina, dwie godziny prowadzenia samochodu i kolacja na parkingu pod Mcdonaldem. I rozmowy o who wie czym. Albo ja wiem, tylko nie chcę sobie przypominać. Doesn't matter.

 

Za oknem są wtedy światła miasta i stocznia w oddali i zatoka na niewidocznym horyzoncie, a we mnie jest cisza i kilka lampek wina i to dziwne tajemnicze uczucie, z którym się zagląda komuś w świat, to że cię ktoś gdzieś wpuszcza, w jakieś intymne przestrzenie. I to bycie zaopiekowaną, bycie w cieple. To chcę pamiętać.

 

Że bywa Dobrze. Że zdarza się Lepiej.

poniedziałek, 24 kwietnia 2017
hermetic

Otwiera szeroko okno balkonowe. Opiera się o framugę. - Przykryj się - mówi. Jest przyjemny chłód. Przez przymrużone oczy patrzę na niego, jak patrzy na to zapyziałe miasto. Jest w tym jakaś obcość, a ja mam w środku kamienie i myślę, że przecież nie można mi pomóc.

 

Rozpoznaję w sobie Miłość. Teraz to już musi być to. Bo ja już chyba niczego z tego nie mam. Bo to się zupełnie nie opłaca.

 

- Masz do mnie o to żal - bardziej stwierdza niż pyta.

- Żal... Będę zawsze o tym pamiętać.

Po setce wódki nawet własna bezbronność robi się czymś odległym. Po setce wódki nie boli, jak wyrywasz sobie wnętrzności. Możesz komuś powiedzieć, jak bardzo go nie było, jak go nie ma. Możesz zupełnie spokojnie przedyskutować własną niewidzialność.

 

Jestem od słuchania o K., od trafnych pytań (chyba powinienem sobie zapisywać), od mądrych spostrzeżeń, od żartów o trzaskaniu drzwiami i jogurcie. Jestem stałym punktem rzeczywistości. Jestem byciem.

Jestem tam tylko dlatego, że K. wyjątkowo tam nie ma. Jestem kawa inka. Jestem erzac. Jestem zawsze second choice. (We are substitute people, remember?)

Są dwie prawdy i nie wiem, która jest prawdziwsza.

 

Kiedy przytulił się tak mocno oniewiemktórej, wybudzając mnie ciepłem swojego ciała, nie ruszyłam się na centymetr. Albo może mi się to przyśniło. Może w ogóle powinno się milczeć o takich rzeczach. Może powinnam milczeć o wszystkim.

 

Może wystarczyłoby:

Hermetic jokes, okruchy ciepła i surówka z rzepy. I taki level naturalności, o którym się już zapomina, że nie jest zwyczajny.

niedziela, 16 kwietnia 2017
na drugie mam głód

To była jedna z tych spowiedzi, w których nie słyszy się nic o sobie. Za to kilka razy słowo Miłość i że Bóg jest dobry, że jest oazą na mojej pustyni. Jest. Tylko nie mam czerpaka.

 

Moment 1.: wybiegam na ostatni autobus z piątkowej liturgii jeszcze zanim adoracja i zanim komunia; nie ma Go dzisiaj dla mnie - myślę - zabrali, zabili, pogrzebali, pustka.

Moment 2.: klęczę w całkiem pustym kościele i ja patrzę na Niego, a On patrzy na mnie; poczekam aż ktoś przyjdzie - mówię półgłosem - nie zostawię Cię tu samego.

 

Gdzieś pomiędzy klęczeniem, milczeniem, symbolami, alleluja, światłem wchodzącym w ciemność i resztą, gdzieś w samym środku jest jakaś ogromna samotność. Jakaś niemożność wyrażenia (większa niż zwykle). I dużo myśli o szeolu. O życiu bez życia, o martwocie i bezruchu, że weź to, że ja już tak nie mogę, ja już nie chcę.

 

Ks. Krzysiu mówił dziś o Janie, który zatrzymał się i poczekał na Piotra; że nie wchodzi się w pojedynkę do pustego grobu.

Siedzę okutana kocem, jem truflowy sernik i szukam czegoś do słuchania rankami w miejsce Adasia, żeby choć przez 10 minut dziennie ktoś do mnie mówił o Bogu.

 

...

 

Jestem głodem. Tą jego ekstremalną wersją, kiedy przestaje się wierzyć w istnienie sytości.

Coraz sprawniej poruszam się w świecie złożonym z braków.

 

Nie ma dla mnie obietnic. Nie wiem, jak się ufa.

Ale siedzę w tym grobie i czekam, czy po mnie wróci.

I tak nie miałabym dokąd pójść.

 

I jeśli to miejsce zamieni się w katolickiego bloga, to nie będę przepraszać. Bo ziemia nie pachnie jak dom*.

* Peter Kreeft
20:09, ja-inka
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 23 marca 2017
nie wierzę

Nie wiem, czy to bardziej wolność, czy cynizm. Już nie wierzę w wiele rzeczy. W zrozumienie, wpatrzenie, torty, imprezy-niespodzianki, odwiedziny-niespodzianki, w jakiekolwiek dobre niespodzianki, w słuchanie muzyki w milczeniu, w zgrane paczki, w spacery po parku, we wspólne wakacje, w wycieczki rowerowe, w bycie tęsknioną, w związki, w zakochania, w fascynacje, w delikatność dotyku; w to że to są rzeczy dla mnie.

 

I jeśli ktoś myśli, że przechodzi się terapię i wszystko zostawia się za sobą, to się myli. Trzeba potem za wszystko zapłacić. Na przykład instruktorce fitnessu za lata zajadania emocji. Albo dentystce za lata ignorowania podstawowych zasad higieny. Albo komukolwiek za cokolwiek. Za myśli, słowa, uczynki i zaniedbania. Za wszystko dostaniesz rachunek. Bez szans na umorzenie, z dużymi odsetkami.

poniedziałek, 20 marca 2017
za

- Jak sobie zrobiłaś okulary i robisz sobie twarz, to znaczy, że teraz umówisz się do dentysty...?

- Jestem umówiona na czwartek.

 

...

 

Nie mogę myśleć o sobie dobrze. Nie mogę myśleć, że zasługuję na miłość albo że nie trzeba zasługiwać na miłość, że ktoś mnie powinien kochać jak trzeba, albo że jestem fajnym człowiekiem w ogóle, nie mogę. To by za bardzo bolało. Nie mogę w ogóle o sobie myśleć. Mogę robić rzeczy. Najlepiej nie licząc, że coś zmienią. Najlepiej w ogóle na nic nie licząc.

 

Wszystko co robię, to jest Zamało. Cała jestem Zamało.