zabardzość. nadczucie. mapy czarnych dziur.
niedziela, 16 kwietnia 2017
na drugie mam głód

To była jedna z tych spowiedzi, w których nie słyszy się nic o sobie. Za to kilka razy słowo Miłość i że Bóg jest dobry, że jest oazą na mojej pustyni. Jest. Tylko nie mam czerpaka.

 

Moment 1.: wybiegam na ostatni autobus z piątkowej liturgii jeszcze zanim adoracja i zanim komunia; nie ma Go dzisiaj dla mnie - myślę - zabrali, zabili, pogrzebali, pustka.

Moment 2.: klęczę w całkiem pustym kościele i ja patrzę na Niego, a On patrzy na mnie; poczekam aż ktoś przyjdzie - mówię półgłosem - nie zostawię Cię tu samego.

 

Gdzieś pomiędzy klęczeniem, milczeniem, symbolami, alleluja, światłem wchodzącym w ciemność i resztą, gdzieś w samym środku jest jakaś ogromna samotność. Jakaś niemożność wyrażenia (większa niż zwykle). I dużo myśli o szeolu. O życiu bez życia, o martwocie i bezruchu, że weź to, że ja już tak nie mogę, ja już nie chcę.

 

Ks. Krzysiu mówił dziś o Janie, który zatrzymał się i poczekał na Piotra; że nie wchodzi się w pojedynkę do pustego grobu.

Siedzę okutana kocem, jem truflowy sernik i szukam czegoś do słuchania rankami w miejsce Adasia, żeby choć przez 10 minut dziennie ktoś do mnie mówił o Bogu.

 

...

 

Jestem głodem. Tą jego ekstremalną wersją, kiedy przestaje się wierzyć w istnienie sytości.

Coraz sprawniej poruszam się w świecie złożonym z braków.

 

Nie ma dla mnie obietnic. Nie wiem, jak się ufa.

Ale siedzę w tym grobie i czekam, czy po mnie wróci.

I tak nie miałabym dokąd pójść.

 

I jeśli to miejsce zamieni się w katolickiego bloga, to nie będę przepraszać. Bo ziemia nie pachnie jak dom*.

* Peter Kreeft
20:09, ja-inka
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 23 marca 2017
nie wierzę

Nie wiem, czy to bardziej wolność, czy cynizm. Już nie wierzę w wiele rzeczy. W zrozumienie, wpatrzenie, torty, imprezy-niespodzianki, odwiedziny-niespodzianki, w jakiekolwiek dobre niespodzianki, w słuchanie muzyki w milczeniu, w zgrane paczki, w spacery po parku, we wspólne wakacje, w wycieczki rowerowe, w bycie tęsknioną, w związki, w zakochania, w fascynacje, w delikatność dotyku; w to że to są rzeczy dla mnie.

 

I jeśli ktoś myśli, że przechodzi się terapię i wszystko zostawia się za sobą, to się myli. Trzeba potem za wszystko zapłacić. Na przykład instruktorce fitnessu za lata zajadania emocji. Albo dentystce za lata ignorowania podstawowych zasad higieny. Albo komukolwiek za cokolwiek. Za myśli, słowa, uczynki i zaniedbania. Za wszystko dostaniesz rachunek. Bez szans na umorzenie, z dużymi odsetkami.

poniedziałek, 20 marca 2017
za

- Jak sobie zrobiłaś okulary i robisz sobie twarz, to znaczy, że teraz umówisz się do dentysty...?

- Jestem umówiona na czwartek.

 

...

 

Nie mogę myśleć o sobie dobrze. Nie mogę myśleć, że zasługuję na miłość albo że nie trzeba zasługiwać na miłość, że ktoś mnie powinien kochać jak trzeba, albo że jestem fajnym człowiekiem w ogóle, nie mogę. To by za bardzo bolało. Nie mogę w ogóle o sobie myśleć. Mogę robić rzeczy. Najlepiej nie licząc, że coś zmienią. Najlepiej w ogóle na nic nie licząc.

 

Wszystko co robię, to jest Zamało. Cała jestem Zamało.

niedziela, 19 marca 2017
wszystko się zbiega

W piątkowy wieczór pierwszy raz od dawna słowa coś mi robią dobrego. (Słowa takie jak często; plus kilka emotikonek.) Dotykają w tym miejscu pod żebrami, gdzie się spotykają nerwy. Gdzie się wszystko zbiega. Siedzę kilka minut z tym uczuciem. Bo to jest tak, jakby się wracało do siebie. Jakby się spotkało kogoś dawno nie widzianego, kogo się zostawiło kilka lat temu i nie wiedziało, gdzie szukać. To jest tkliwość.

 

...

 

Nie mówię już o opuszczeniu, o tym, że nikt nie wie, nikt nie zna, że wszystko wraca i że strach, że wszystko sama i że nie ma dokąd, że nikt nie używa wyrazów, które znam najlepiej. Po co. Opowiadam o pracy i zakupach w Biedronce, o życiu udającym normalność, o miłych wieczorach, o dziwnych spektaklach, że umówiłam się do kosmetyczki, że ci nastolatkowie tacy awkward i że kiedy idziemy na piwo. Przecież nawet nie lubię piwa.

 

Chcę słuchać Sigur Rós i przytulać się do ludzi.

niedziela, 12 marca 2017
uroczości i gubienia

Siedzi na fotelu z podkurczonymi nogami. Siedzę na kanapie z podkurczonymi nogami.

Robi taką samą jak ja minę whatthefuck i taką samą szyderę. - Widzę, że się świetnie dogadujecie - dobiega znad zmywarki. - Ciekawe, kiedy to się obróci przeciwko mnie.

 

Jest jakiś spokój i Violetta Villas w tle. Stopy T. oparte o moje. Rozmowy o doniczkach, jednorożcach i przepisach pożarowych. I że każdy ma jakieś hobby.

Pierwszy alkohol w nowym mieszkaniu. Przepieprzona zapiekanka. Muminkowe podkładki. Czytanie teatralnego repertuaru. Zachwyt nad Carnage. Spór o La la land. Zaglądanie do kuchennych szafek.

 

...

 

Gubię myśli i wsuwki do włosów.

 

Gdzieś zawsze za plecami siedzi ten wielki czarny pies. Gdzieś zawsze przemyka jakieś nie pasujesz. Jakieś to nie dla ciebie. Jakieś nigdy nie będziesz tego mieć. Jakieś i po co ci to wszystko? Jakieś myśli o trampolinach, piątych kołach u wozu i że time is a choice, że nie bywasz priorytetem, maleńka.

 

Jestem widzem w tym wszystkim. Jestem z innego świata. Ale nie myślę o tym chodząc po panelach kupionych może za moje pieniądze, oglądając meble, którymi tak się cieszy, dyskutując o reflektorach, nabijając się z okapu na pilota.

Patrzę na ich uroczość, kiedy krzątają się przy kuchennym blacie i nie mogę powstrzymać uśmiechu.

 

...

 

Jest kimś, kto wnosi ciepło. Kimś, kogo chciałoby się przytulić.

Wyczuwa się jakąś kruchość pod spodem, coś co dobrze znam, jakąś życiową nieprzystawalność. Coś, co chciałoby się pogłaskać.

 

W taki sam sposób jak ja mówi kochanie.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 135