zabardzość. nadczucie. mapy czarnych dziur.
niedziela, 21 sierpnia 2016
jak z kreskówek

Mgły się unoszą nad polami, a chmury mają kolory jak z kreskówek, a pociąg jest głośny jak czołg, tak myślę, bo nigdy nie słyszałam na żywo czołgu.

Mam w sobie całkiem nowe pokłady spokoju i można siedzieć na nich dosyć wygodnie. I można na nich zwłaszcza więcej dawać, bardziej być, lepiej służyć. Można jechać do Poznania z biletami w dalszą drogę, uśmiechać się do M., głaskać myśli o ludziach i nie martwić się szczególnie niczym. Można. Mogę.

A chmury się rwą jak wata cukrowa, a ramiona mam otwarte, a w głowie mam przeciąg.

poniedziałek, 25 lipca 2016
soft narcissism

Lubię mężczyzn, których bawię.

piątek, 22 lipca 2016
orbity

Nie wiem, czy to spokój, czy zgoda na bylejakość. Robię, co mam zrobić. Jestem, gdzie muszę być. Myśli przepływają przez głowę, przepuszczam, nie trzymam.

Jest we mnie jakaś łagodność, którą lubię; coś przez co się patrzy na ludzi z życzliwością, co budzi uważność, wzmaga cierpliwość, otwiera ramiona.

Nie wiem, kim jestem w tym wszystkim. Kiedy ostatnio poczułam zachwyt, wielką radość, ulgę, wzruszenie, cokolwiek dotykającego głęboko. Jest jakaś ekscytacja przed sierpniem, przed zobaczeniem starej ekipy, przyjaznych twarzy, ludzi którzy mnie tworzyli. Jest jakiś smutek. Zmęczenie nie do odpoczęcia. Małe rozczulenia.

 

Od ludzi dzielą mnie kosmiczne przestrzenie. Świetlne lata spojrzeń na świat, rozumienia słów, czucia spraw. Ludzie to obce planety. Nie znam kształtu ich orbit.

W bliskości jest obcość.

Tęskni się na wyciągnięcie rąk, na odległość myśli od języka.

18:36, ja-inka
Link Dodaj komentarz »
środa, 20 lipca 2016
o co chodzi

Mówi: chciałbym, żebyś się cieszyła moją radością. A ty się smucisz moim smutkiem? - pytam.

Nie wiadomo, co z meblami kuchennymi, jakie wybrać panele, czy tego paznokcia to zerwą oraz ile osób polubi zdjęcie ciasta na instagramie. Bardzo mało chodzi o mnie we wszystkim. To coś mówi chyba. Ale jeszcze nie wiem o kim.

 

Chodzę i myślę, że w celebrowaniu rocznicy urodzin to chodzi o innych ludzi. To żaden dla mnie powód do świętowania, że jestem o rok starsza, o rok bliżej śmierci, przez kolejny rok niczego nie zrobiłam ze swoim życiem. Chodzi o to, czy są ludzie, którzy się cieszą z twojego przyjścia na świat. Wtedy, tam, w ogóle. Czy to ma jakieś znaczenie. Albo dostatecznie duże.

 

Coraz lepiej rozumiem te teorie o zawieraniu przyjaźni z osobami podobnie widzącymi świat, nadającymi rzeczom tę samą wartość. Coraz lepiej znam ból świadomości, że mogę być jedynym chodzącym po ziemi człowiekiem, dla którego ważna jest moja świętość, że żadne z moich przyjaciół nigdy się o nią nie będzie modlić, że żadne z nich nie wierzy w moją duszę. A przecież ja jestem moją duszą.

 

Siedzę pod kocem, jem jagodową tartę i dławi mnie przekonanie, że nic, co robię, nie ma żadnego sensu. Że z nikim nie mam prawdziwego kontaktu. Że nic nie jest, jak powinno. Że nie wiem, co wyprawiam.

pomiędzy

Mówi, że to dobry wiek, że chciałby mieć tyle lat, że nie ma powodu się smucić, że jestem jak wino - coraz lepsza z wiekiem, wybuchamy śmiechem. Mówi, że to jeden z jego ulubionych widoków - kiedy siedzi na blacie kuchennym i patrzy, jak gotuję, że to nawet trochę kręcące, wybuchamy śmiechem. Mówi, że ten power bank to po to, żebym zawsze była z nim w kontakcie; czyli - mówię - kupiłeś go w sumie dla siebie, wybuchamy śmiechem.

 

Przywozi tartę z jagodami zebranymi rano, wytrzęsioną w samochodzie, płynącą na wszystkie strony, rozwalającą mnie na kawałki.

Odbieram telefony, odczytuję wiadomości; uśmiecham się do dobrych myśli, do dobrych życzeń mówiących wiem, czego ci potrzeba i do prezentów mówiących znam cię; próbuję być jak waleczna sałata. Leżymy godzinami i rozmawiamy o niewiemczym; albo nie chcę wiedzieć; najważniejsza jest czułość.

Nalewa cydr do kieliszków, przeżywa foodgasm nad tortillą, przykrywa mi stopy kocem, robi bałagan na głowie, pachnie sobą. Gdzieś pomiędzy jednym zgrzytem a drugim, między trzecim rozczarowaniem a czwartym, między piątym a szóstym wybuchem mojego płaczu jest ciepłem i radością. Jest tym, czego mi brakuje. Jest tym, co wpada w moją czarną dziurę w środku.

Jeszcze trzy minuty. Chodź się przytul.

 

A potem już można po cichu płakać.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 133